Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fontanny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fontanny. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 grudnia 2015

Barierki w al. Wojska Polskiego chronią nieczynną fontannę

Niemal dokładnie dwa lata temu, w grudniu 2013 roku, przewidywałem, że w Szczecinie zostanie uruchomiona najgłupiej zlokalizowana fontanna: na skrzyżowaniu ul. Wawrzyniaka i al. Wojska Polskiego. Miała zostać - jak to fontanna w Szczecinie - uruchomiona bodaj w styczniu czy lutym 2014 roku, ale nie została, bo miasto pokłóciło się z wykonawcą o poprawki do inwestycji za niebagatelną kwotę 1,3 mln zł.

Moje ówczesne profetyczne zdolności nie przewidziały, że dwa lata później (sic!) fontanna nadal nie będzie działać, ale doczekam się jej udoskonalenia, o które wnioskowałem w maju 2015 roku, tj. założenia barierek chroniących dzieci, które miałyby się bawić na tym kamiennym placu, tuż przy drodze zbiorczej.

I teraz zastanawiam się, czy to sprawił nadmiar szarych barierek do montowanych ostatnio w całym mieście? Czy mój tekst? Może za dużo ludzi zaczęło sobie w tym miejscu skracać drogę przez al. Wojska Polskiego? A może projektanci atrakcji dla dzieci ulokowanej ok. 1,5 metra od jezdni poszli po rozum do głowy?

Jest jeszcze jeden wniosek: czyżby ta barierka była zapowiedzią uruchomienia tej fontanny?
W każdym razie - to jedyna pozytywna wiadomość, w całej tej, absurdalnej inwestycji.





 

poniedziałek, 6 lipca 2015

Okiem BHP-owca, czyli dlaczego dziecko poparzy się a dorosły niekoniecznie?

Niedawno media obiegła informacja o tym, jak dziecko poparzyło się po dotknięciu gorącej pokrywy z blachy nierdzewnej przy fontannie na Placu Zwycięstwa. Tradycyjnie w takich razach odzywają się komentarze osób obwiniających rodziców za brak uwagi, władze za brak reakcji na poprzedni wypadek, projektanta za brak zdolności do przewidywania.
  • Wg pierwszej grupy rodzic nie ma prawa spuścić dziecka z oka i powinien przewidzieć każde zagrożenie.
  • Wg drugiej grupy władze miasta a w szczególności Zakład Usług Komunalnych (ZUK) obiecały po pierwszym wypadku zająć się sprawą, ale zrobiły to dopiero po 11 miesiącach oraz drugim wypadku. 
  • Wg trzeciej grupy to projektant powinien mieć elementarną wiedzę z materiałoznawstwa i nie stosować złych materiałów na terenach publicznych.
Jak jest faktycznie? Otóż w świetle wiedzy z bezpieczeństwa i higieny pracy (BHP) prewencja wypadkowa obejmuje:
  • działania organizacyjne - tj. takie zorganizowanie miejsca, jego funkcjonowanie, oznaczenie i ostrzeżenia dla ludzi, by zapobiegać działaniom potencjalnie wypadkowym;
  • czynnik ludzki, który oznacza brak wiedzy o zagrożeniach lub nieprzestrzeganie ostrzeżeń, brak dostateczniej uwagi, rozproszenie, ignorowanie zasad, bycie pod wpływem środków odurzających lub choroba
  • bezpieczeństwo techniczne - takie konstruowanie urządzeń i narzędzi, które zapobiega wypadkom, np. stosowanie osłon na części ruchome czy branie pod uwagę ostrych krawędzi, jak również kontrole np. przeglądy techniczne wind przez UDT, okresowe sprawdzanie przyłączy elektrycznych. W przypadku miejsc publicznych to m.in. zastosowanie odpowiednich materiałów i przewidzenie zachowania i wpływu konstrukcji na dzieci, dorosłych, tłum.
Jeśli porównamy dwa powyższe zestawienia, to mamy oczywiste pary:
  • Czynnikiem ludzkim będzie rodzic, jego wiedza, zdolność przewidywania, pełna uważność. Tym czynnikiem może być też pracownik ZUK, jeśli zaniedbał obowiązki.
  • Działania organizacyjne - to wszelekie działania, które należało podjąć po pierwszym wypadku i za które bezpośrednio odpowiada zarządca terenu, tu dyrektor ZUK. Można byłoby jeszcze rozważyć przewidywanie przed pierwszym wypadkiem... ale to powinno dotknąć głównie projektanta przestrzeni.
  • Bezpieczeństwo techniczne - w tym przypadku zastosowanie właściwych materiałów, za co ewidentnie na etapie projektowania odpowiada projektant a później zarządca terenu.
Osobną kwestią jest odpowiedź na pytanie: czemu dorośli nie ulegają takim wypadkom a spotyka to dzieci?
Otóż wynika to z życiowego doświadczenia oraz dojrzałości układu nerwowego. Dorosły wie, co może być gorące i unika tego a ponadto w razie kontaktu z gorącą powierzchnią ma wyuczony odruch cofnięcia dłoni. U dziecka procesy myślowe przebiegają z istotnym opóźnieniem, dziecko parzy się, ale nie cofa natychmiast dłoni. Może zacząć płakać, wzywać matkę, ale niekoniecznie od razu cofnie dłoń, bo nie rozumie dlaczego je boli. Nawet jeśli cofnie rękę, to przyłożenie do blachy jest znacząco dłuższe a skutki poważniejsze. Również dorosły obserwujący sytuację może natychmiast nie zarejestrować zagrożenia, bo zanim dziecko zacznie płakać, a dorosły podejmie skuteczną reakcję - np. oderwie dziecko lub krzykiem, strasząc doprowadzi je do cofnięcia ręki - mijają cenne sekundy a metal przekazuje energię cieplną tkance ręki.
Przykład: zabawki, które mają być używane przez najmniejsze dzieci bywają przez producentów testowane. Te bezpieczne, którymi dzieci mogą bawić się bez obaw przechodzą np. testy trudnozapalności. Chodzi o to, żeby materiał, z którego wykonany jest ukochany miś dziecka nie zapłonął żywym ogniem w zetknięciu z płomieniem. A jeśli zapłonie, to by płonął na tyle powoli, by dziecko zdążyło się przestraszyć i odrzucić zabawkę.
Czy przeciętny rodzic zdaje sobie sprawę z takiego zagrożenia? Nie zawsze.W szkołach raczej nie uczą o tym, jak funkcjonuje percepcja u małych dzieci.

Jak zapobiec takiemu wypadkowi?
  • Zawsze, wg zasad BHP, należy wychodzić od bezpieczeństwa technicznego, tj. tak projektować obiekty, by nie stanowiły zagrożenia. W omawianym przypadku jest to banalna kwestia. Wystarczy nie stosować blachy nierdzewnej a malowaną na biało lub obłożoną drewnem - co w końcu się stało. 
  • Działania organizacyjne - odpowiedzialny za teren lub projektant - w razie wiedzy o możliwości wypadku lub wypadku ma obowiązek ostrzec o tym każdego, np. montując odpowiednią tablicę ostrzegawczą, czy znak BHP "Gorąca powierzchnia", ew. stawiając osłonę czy natychmiast przemalowując powierzchnię.
  • Czynnik ludzki - to wiedza opiekunów oraz ich ciągła uważność. Taką rolę pełnią szkolenia w miejscach pracy, w szkołach oraz doniesienia w mediach. W tym przypadku zapowiedź zabezpieczenia przez ZUK była dla drugiego wypadku działaniem antyspołecznym. Można wręcz zapytać, czy urzędnik ma prawo wprowadzać w błąd obywateli? Ale to osobny temat - kłamstwa urzędowe... Oczywiście gdyby urzędnicy dotrzymali słowa i zabezpieczyli blachę, choćby kosztującą 6 zł naklejką, to ich niefrasobliwość lub świadome zaniechanie nie mogłoby być brane pod uwagę...

Zamiast puenty: W początkach tego bloga, utyskując nad konstrukcją fontann w Szczecinie, krytykowałem w punkcie 3. betonowy, śliski mostek biegnący przez fontannę o bardzo głębokiej niecce. Wolałbym nie okazać się jasnowidzem i nie doczekać chwili, gdy w tej fontannie jakieś dziecko po poślizgnięciu i uderzeniu w głowę utopi się. Uważam zwyczajnie, że niecka jest niebezpiecznie głęboka, brak jest drabinki a śliska betonowa kładka zachęca do zabawy. Zabawa nie jest zła, ale projekt nie jest do niej dostosowany.

AKTUALIZACJA: Pokrywę obłożono drewnem.
radioszczecin.pl

AKTUALIZACJA 2: Kolejny wypadek tego rodzaju: Legionowo. 2-latka poparzona na Placu Wodnym. Kto odpowiedzialny za wypadek?


niedziela, 17 maja 2015

Gdzie i do czego szczecinianom jest potrzebny płot?

Na Jasnych Błoniach zamontowano niepotrzebną barierkę...


Niedawno Gazeta Wybocza doniosła o montażu płotka na Jasnych Błoniach za 7,5 tys. złotych. Działanie miasta spotkało się ze znaczną krytyką czytelników w związku z faktem, że wybrano rozwiązanie, które stanowi utrudnienie dla spragnionych lodów. Urzędnicy nie zdecydowali się na zalegalizowanie "przedeptu" a postawili mini-płotek w miejsce drewnianych, obskurnych zasieków, które straszyły z mizernym skutkiem przez bodaj 3 sezony.

Można twierdzić, że kilka metrów dalej jest wyznaczone przejście, jednak prowadzi ono bezpośrednio na środek skrzyżowania i nie ma tam pasów. Jest to rozwiązanie niebezpieczne, wprowadzające w błąd, a mimo tego od lat użytkowane w takiej formie.

Również układ alejek na Jasnych Błoniach nie jest układem historycznym i był zmieniany wielokrotnie, również po wojnie. Po przeciwnej stronie Błoni zalegalizowano "przedept", który kiedyś wydeptała kolejka stojąca do konsulatu Republiki Federalnej Niemiec. Na szczęście nikt tam nie stawia płotka..


Przy ruchliwej al. Wojska Polskiego nie pomyślano o barierce...


Pytanie zawarte w tytule dotyczy fontanny u zbiegu al. Wojska Polskiego i ul. Wawrzyniaka, która miała być oddana do użytku w zimie (sic!). Krytykowałem ten wart 1,3 mln zł wydatek miasta jako przykład najgłupszego chyba marnowania pieniędzy. Podobnie opisano sprawę kilka tygodni później w Kurierze Szczecińskim. Nie podobała mi się lokalizacja fontanny - tuż obok ruchliwej ulicy, z ławeczkami idealnymi do spania dla otumanionych małpką i spalinami lokalnych wielbicieli "świeżego powietrza". Nie podobało mi się to, ponieważ zrobiono tę fontannę na pokaz, 100 metrów dalej na skwerze Gałczyńskiego byłaby ogromną atrakcją dla całych rodzin.

W poprzednim wpisie nie poruszyłem kwestii braku ogrodzenia od strony ulicy, a w zasadzie i ulicy i torowiska. Oczywistym jest, że fontanna ta przyciągnie dzieci i będzie dla nich letnią atrakcją. Znajduje się niestety nie dalej niż 3 metry od ruchliwej ulicy. Aż prosi się, by zamontować pergolę, barierkę, płotek, nasadzić krzewów, by ustrzec rozbawione i rozbrykane dzieci przed... wbiegnięciem pod koła. W przeciwieństwie do płotka na Błoniach ogrodzenie powinno być wyższe, żeby miało jakikolwiek sens.

Obawiam się jednak, że postawienie ogrodzenia mogłoby zostać przez miejskich decydentów uznane jako ciche przyznanie, że fontanna w tej formie jest cokolwiek za blisko ulicy, a to sugerowałoby z kolei, że może sensowniej byłoby jej tam nie stawiać...

Do diabła! Zamontujcie tam jakiś płotek! Ostatecznie przenieście go z Jasnych Błoni i nasadźcie jakichś ostrokrzewów. Zróbcie chociaż tyle... przed szkodą.

Przy okazji - lampy na tym skwerze są niskie i świecą równie jasnym światłem co sąsiadujące z nimi sygnalizatory uliczne... zachwyci to kierowców i owady.

AKTUALIZACJA: Ładną chwilę po tym, jak fontanna była dostępna dla mieszkańców - dorobiła się barierek, czyli w tym miejscu jedynego sensownego elementu przestrzennego.

czwartek, 19 grudnia 2013

Pewnie najgłupsza inwestycja miejska w nadchodzącym, 2014 roku

Trudno być jasnowidzem w Szczecinie i prorokować, w jaki najgłupszy sposób zostaną zmarnowane pieniądze podatników. Pewnie byłoby łatwiej, gdybym znał precyzyjnie wszystkie zadania budżetu - ale przyznaje, nie znam. Zatem mój wybór bazuje na mojej niepełnej wiedzy.

Obstawiam, że najgłupszą inwestycją nadchodzącego roku będzie budowa fontanny w miejsce zbiornika przeciwpożarowego zlokalizowanego u zbiegu ulic: Gorkiego, Wojska Polskiego i Wawrzyniaka. Poniżej śliczna wizualizacja skądinąd udanego placyku, która ma tylko jedną, ale zasadniczą wadę: złą lokalizację. Tak bardzo złą, że wręcz świadczącą o daleko idącej ignorancji w wydawaniu publicznego pieniądza. Na całym placu bardzo poważnie przekroczona jest norma hałasu, który dociera tutaj z dwujedniowej, dwupasmowej al. Wojska Polskiego, od tramwajów, w tym jeżdżących po Wawrzyniaka. Właśnie podpisano umowę w sprawie przebudowy torowiska na Wawrzyniaka. Nie wierzę w możliwość przemyślenia tych dwóch inwestycji i rozplanowania ich sensowniej, ale obie, ze względu na brak przemyślenia koncepcji tego skrawka miasta będą jedynie "naprawą" i to w dodatku obarczoną grzechem zaniechania.
Zdjęcie najgłupiej zlokalizowanej fontanny, która ma powstać w 2014 roku


Aktualny wygląd basenu, który ma zostać przebudowany na fontannę

Dlaczego tak bardzo nie podoba mi się ta przebudowa? Dlaczego sam projekt uważam za ciekawy, ale w złej lokalizacji?

Otóż około 100 metrów dalej, dosłownie po drugiej stronie ul. Wawrzyniaka, na Placu Gałczyńskiego w Szczecinie zlokalizowany jest znacznie większy skwer, którego zieleń daje szanse na uznanie go wręcz za enklawę zieleni w tym miejscu. Gęste nasadzenia zarośli i dość dużo słońca w centralnej części, oraz... plac zabaw, który niestety jest dość mocno zaniedbany (zdjęcie poniżej). Ten skwer przy odrobinie aranżacji można byłoby znacznie wyciszyć, bo jest na to miejsce wzdłuż Wojska Polskiego, a pozostałe ulice generują mniejsze natężenie ruchu. Jest też przestrzeń na fontannę i możliwość odnowienia placu zabaw.

Zaniedbany plac zabaw na Placu Gałczyńskiego - google maps

A co z projektem, który chce realizować miasto?
Skwerek u zbiegu ulic: Gorkiego, Wojska Polskiego i Wawrzyniaka potrzebuje tylko jednego: zniwelowania zbiornika (lub zakopania go pod ziemią, jak to się odbyło na ryneczku Pogodno i ryneczku przy Wyzwolenia, nasadzenia gęstej zieleni całorocznej od strony Wojska Polskiego lub wprowadzenia prostych elementów architektury krajobrazu, by w estetyczny sposób stworzyć zaporę przeciw hałasowi dla domów przy Gorkiego-Wawrzyniaka.

Sądzę, że mieszkańców znacznie bardziej od szumiącej w takt szumu samochodów fontanny i mającego kilka metrów placu zabaw pełnego spalin ulicznych ucieszyłaby strefa wyciszającej zieleni. Mogłaby to być kombinacja klombów i ścian zieleni całorocznej.

Przebudowa torowiska to także jeszcze inna szansa - na likwidację wąskiego gardła generującego non-stop korki w szczycie ruchu, które wypada właśnie w tym miejscu. Można byłoby przemyśleć, czy aleja Wojska Polskiego na odcinku od Gorkiego do Wawrzyniaka nie mogłaby być trzypasmowa i chociaż trochę udrażniać to dość kłopotliwe skrzyżowanie. Kilka samochodów na wyodrębnionym pasie do skrętu w prawo z Wojska Polskiego w Wawrzyniaka (na zdjęciach widoczne są tam szyny tramwajowe) powodowałoby wzrost płynności ruchu na wprost aleją. Ten pomysł miałby szanse realizacji, gdyby zamiast fontanny zaprojektować w tym miejscu pas ruchu oraz ścianę zieleni oddzielającą budynki od hałasu. Za to doinwestować plac zabaw na odległym o 100 metrów Placu Gałczyńskiego.

Nic z tego nie wyjdzie zapewne... i jak sądzę, po raz kolejny zrobi się coś, co jest oderwane od rzeczywistości. Czy ktoś z moich czytelników wie, kto wymyśli tę fontannę na skrzyżowaniu? Mamy już jeden niedziałający zegar słoneczny i niepłynące strumyki za 8 mln zł, czy musimy na pokaz marnować kolejne miliony złotych?


wtorek, 9 lipca 2013

Chłodzenie mieszkania podczas upałów

Wraz z pierwszą falą upałów w Polsce rozgorzała (sic!) dyskusja nt. sposobów chłodzenia mieszkania. Oczywiście jest o czym dyskutować, jeśli na wstępie odrzuci się kwestię montażu klimatyzacji w swoim mieszkaniu - czy to ze względu na koszty energii elektrycznej czy warunki techniczne budynku albo też przekonania proekologiczne. Jeśli więc upał ma zniknąć z mieszkania, bez inwestycji w klimatyzator, warto rozważyć kilka rad:
  • W przypadku południowej ekspozycji okien warto rozważyć oklejenie szyb folią odbiającą promienie słoneczne. W przypadku nowoczesnych okien z szybą zespoloną należy folię nałożyć na zewnętrzną szybę - inaczej istnieje niskie, ale prawdopodobne zagrożenie, że odbijane światło "zagotuje powietrze" w zespolonej szybie i doprowadzi do jej rozszczelnienia. Okleina ma też tę wadę, że pochłania pewną część światła (choć odbija większą część energii termicznej), czyli może prowadzić do zaciemnienia pomieszczenia - szczególnie przykrego w okresie zimowym.
  • Stosowanie żaluzji bądź rolet jest bardzo wskazane, szczególnie od południowej strony i w dzień. Ma jednak jeszcze większą wadę - może całkowicie zaciemnić pokój w dzień, a nie o to przecież chodzi. Uważać trzeba także na żaluzje lub rolety wykonane z cieńkiego, taniego materiału - mają tak dużą przenikalność światła, że w zasadzie nie sprawdzają się w letnim, bezpośrednim słońcu. Pamiętać też należy, by dobrać nie tylko odpowiednio grube rolety (w przypadku żaluzji im grubsze, tym lepsze - zawsze daje się je lekko uchylić) to jeszcze powinny być białe lub przynajmniej jasne. Biały kolor najlepiej odbija światło i nie nagrzewa się w słońcu. Osobiście stosuję kombinację dwóch różnych rolet na jednym oknie regulując dowolnie ilość światła docierającego do pokoju w ciągu dnia.
  • Markizy - to idealne rozwiązanie - z trzema wadami: nie wszędzie wolno je zamontować (np. bez zgody zarządcy) ponadto brudzą się i niszczą na wietrze czy dzięki ptakom, i są drogie. Niewątpliwą zaletą jest, że nagrzewają się "na zewnątrz" pomieszczenia, a zatem dowolny przewiew chłodzi je a słońce do pomieszczenia dociera pośrednio ( przez odbicie od innych płaszczyzn), z minimalną wartością energii termicznej. 
  • Podsumowując część dotyczącą okien warto podkreślić, że powinny być zasłaniane w dzień, by uniemożliwić nagrzewanie wnętrza przez promienie słoneczne. W nocy, gdy jest chłodniej nie powinny ograniczać ruchu powietrza.

  • Płynnie przechodzimy do kwestii cyrkulacji powietrza i zasad wietrzenia. Generalna zasada, w dobrze izolowanych budynkach brzmi: wietrz w nocy, w dzień pozostaw puste mieszkanie z zamkniętymi, zasłoniętymi jasnym materiałem oknami. W przypadku mieszkań źle izolowanych, o cieńkich ścianach, podłogach i południowej ekspozycji - zamykanie w dzień okien sensu nie ma - bez cyrkulacji powietrza i tak wnętrze szybko nagrzeje się, zatem wietrzyć można i trzeba cały czas uważając jednak, by samemu nie siedzieć w przeciągu, bo to gwarantuje przeziębienie.
  • Powietrze opływające ciało człowieka odbiera ciepło z organizmu (wraz z parą wodną). Cyrkulacja powietrza jest zatem pomocna w odprowadzaniu ciepła. Zbliżone działanie mają komputerowe wiatraki czy powietrznie chłodzone silniki samochodów. Oczywiście w bardzo wysokich temperaturach "ożywczy wietrzyk" nie chłodzi.
  • Przepływ powietrza zaistnieje w mieszkaniu zawsze, gdy mamy do czynienia z mieszkaniem o oknach o różnej ekspozycji. Wynika to z faktu, że nagrzane ściany południowe zawsze będą mieć inną temperaturę niż te wystawione na północ czy zachód. W przypadku zimnego podwórza warto pozostawić otwarte okna i pozyskiwać zimne powietrze. Architekci potrafili nawet zaprojektować kiedyś tak podwórza studni, by powietrze z zewnątrz przechodząc kanałami pod ziemią wychodziło na wewnętrzny, ocieniony dziedziniec schłodzone.
  • Warto też zwrócić uwagę, że wietrzenie powinno być intensywne, tzn. okna nie tyle powinny być uchylone, co po prostu szeroko otwarte. Efektywniejsze jest krótkie a intensywne wietrzenie niż ciągłe, lekkie wietrzenie.
  • Jeśli musimy gotować w dzień i temperatura w mieszkaniu intensywnie rośnie - wtedy wybieramy wietrzenie o ile na zewnątrz jest chłodniej. Warto w ogóle ograniczyć gotowanie potraw w najcieplejszym momencie dania.
  • Wentylatory są dobre, bo zapewniają stały obieg powietrza a zatem mogą wspierać intensywny odbiór ciepła z ciała. Mają też tę zaletę, że ze względu na w miarę stałą temperaturę mieszanego powietrza nie grożą zaziębieniem w takim stopniu, co przeciąg z otwartych okien (przewianie).

  • Wilgotność powietrza i pocenie się ma kluczowe znaczenie dla termoregulacji człowieka. W trakcie upałów należy dążyć do sytuacji, w której powietrze pozostaje możliwe suche a sami spożywamy dużo płynów, co umożliwia nam pocenie się. Wraz z potem, dzięki wilgoci skóry i odparowaniu oraz owiewaniu możemy w pewnym zakresie obniżać temperaturę ciała. Ten proces działa najlepiej w suchym mikroklimacie i u osób, które nie są odwodnione. 
  • Mocne nawilżanie pomieszczenia w upale powoduje, że temperatura odczuwalna staje się jeszcze wyższa. Upał łatwiej znosić w suchym klimacie niż wilgotnym. Kurtyny wodne roztawiane w miastach lub fontanny mają zatem ten cel, że umożliwiają natychmiastowe ochłodzenie człowieka, jednak wilgoć sama w sobie nie podnosi komfortu termicznego w upale.
  • Na tej zasadzie woda nalewana do wanny w sposób nieznaczny (konwekcja) wpłynie na temperaturę pomieszczenia. Podobnie rozłożone po pomieszczeniu mokre ręczniki mogą wręcz wzmóc odczucie gorąca. Zupełnie błędne jest także rozlewanie wody na podłogę, bo nie dość, że niebezpieczne, to kilka minut po uzyskaniu nieznacznego obniżenia temperatury, w wyniku wzrostu wilgotności spowoduje, że temperatura odczuwalana dla mieszkańca będzie jeszcze wyższa.
  • Co warto zatem zrobić? Wykorzystać miskę z wodą do chłodzenia stóp. Założyć lekko wilgotny ręcznik na głowę (dbając o bieżące nawilżanie go) ewentualnie na kark (uwaga na przewianie) czy na ręce. Chłodzenie nas samych letnią wodą pozwala odprowadzić ciepło z ciała.

Inne kwestie:
  • Ponieważ wysiłek fizyczny wiąże się z wytwarzaniem energii cieplnej, nie należy podejmować ciężkich pracy fizycznych w szczycie upału. Stąd na południu Europy powszechna jest siesta w środku dnia.
  • Jeśli możemy skorzystać z dostępu do piwnicy, lub przyziemia, to oczywiście pozwalamy na cyrkulację powietrza i korzystamy w lecie z chłodu, jakie pochodzi z wierzchniej warstwy ziemi. 
  • Na strychach i poddaszach istnieją ograniczone możliwości regulacji temperatury. Przy dobrej izolacji dachu warto w ciągu dnia mieć zamknięte okna, nie gotować i nie wietrzyć. Jeśli strych jest nieużytkowy a wyposażony w możliwość wentylacji - to należy ją w lecie zapewnić.
  • Otwarta lodówka z całą pewnością nie ochłodzi pomieszczenia, bo zamotowany w niej agregat, w tym samym czasie będzie ciepło oddawał do tego samego pomieszczenia. Symboliczne ochłodzenie da wniesiony do mieszkania spoza budynku lód. Nieco większą ochłodę - wentylator ustawiony nawiewem w kierunku miski z lodem. Jednak tutaj efekt chłodzenia ograniczyć może wzrost wilgotności powietrza.
  • Ograniczyć użycie klasycznych żarówek - większość ich energii marnowana jest na grzanie a nie na świecenie. Dotyczy to także wspomnianego gotowania i innych emitujących ciepło urządzeń (np. telewizorów).
  • Warto dbać o czystość otoczenia i powietrza, bo w czasie upałów kurz bywa szczególnie uciążliwy i w połączeniu z wysychaniem błon śluzowych może prowadzić do większej podatności na rozwój różnych chorób przenoszonych drogą kropelkową.
  • Chłodzenie pomieszczeń ulokowanych np. w kontenerach czy samochodach polegać powinno raczej na zwilżeniu zewnętrznej konstrukcji - w żadnym razie rozlaniu wody w pomieszczeniu (porażenie prądem, wilgotna sauna). Jak obniżyć temperaturę w miejscu pracy to temat na osobną dyskusję.

Podsumowując: W dobrze izolowanych mieszkaniach, bez klimatyzacji, wietrzymy intensywnie w nocy a zamykamy okna w dzień. Zasłaniamy okna jasnym materiałem odbijającym promienie słoneczne. Utrzymujemy suche powietrze, ale dbamy o wilgotność skóry przez uzupełnienie płynów. W przypadku zagrożenia udarem termicznym - każdy sposób schłodzenia się jest korzystny. W szczególności wszelkiego rodzaju zimne okłady, niezależnie czy w ich wyniku dojdzie do przeziębienia.

Należy zaznaczyć, że inne reguły dotyczą uzyskiwania komfortu termicznego w warunkach temperatury zbliżonej do pokojowej czy przy temperaturach ujemnych, ale o tym może w zimie lub na jesieni ;-)


Podyskutuj lub skomentuj - chatroom


Try Relay: the free SMS and picture text app for iPhone.