Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rowery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rowery. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 grudnia 2015

Rower dla uchodźców w Löcknitz - zbierają Stojaki

Do 30 grudnia można darować sprawny lub wymagający drobnych napraw rower dla uchodźców mieszkających w niemieckim Löcknitz. Pozwoli im to na łatwiejszy dojazd do oddalonych o kilka kilometrów sklepów.

Akcję prowadzą "Stojaki" a więcej szczegółów można znaleźć na facebookowym wydarzeniu: Rower dla uchodźcy!


Uchodźcy w woj. zachoniopomorskim

Choć większość gmin w województwie zachodniopomorskim odmówiła przyjęcia uchodźców, to jednak 179 osób miałoby znaleźć miejsce w 13 gminach, które wykazały większą otwartość. Trzeba podkreślić, że zachodniopomorskie zadeklarowało przyjęcie największej liczby uchodźców spośród wszystkich województw w kraju, tj. 179 osób z ogólnej liczby 435 na jakie są gotowe wszystkie gminy w Polsce.

Szybka puenta?

Jak to dobrze, że inne kraje UE chcą na swoim terenie blisko 2,3 mln polskich emigrantów ekonomicznych... jak to źle, że eksportujemy siłę roboczą, co w starzejącym się kraju grozi bankructwem ZUSu. Znany ekonomista, prof. Gomułka twierdzi, że by ocalić gospodarkę i emerytury powinniśmy przyjmować min. 100-150 tys. emigrantów. Tyle, że wbrew ksenofobicznym obawom, niewielu chce do Polski przyjeżdżać.


środa, 11 marca 2015

Rower miejski w Szczecinie - ile to kosztuje?

Mój stosunek do roweru miejskiego jest ambiwalentny. Dawałem temu wyraz nie raz. Generalnie nie mam nic przeciwko komunalnemu rowerowi, jeśli nie odbiera pasażerów komunikacji miejskiej, działa tam, gdzie jest dla niej realną alternatywą, nie pochłania ogromnych środków na utrzymanie, nie służy wąskiej grupie użytkowników. W Szczecinie dostrzegam prawie same wady tej komunikacji:
  • miasto jest niezwykle rozległe i słabo zaludnione, zatem rower nie ma szans stać się równorzędnym środkiem komunikacji
  • miasto cechuje wysokie bezrobocie, jest miastem ludzi "na dorobku", wciąż śpieszących za pracą - nie zaś miejscem, w którym ekologia (a w zasadzie quazi-ekologia) odgrywa kluczową rolę
  • mieszkańcy miasta starzeją się, młodzieży jest mało - obie te grupy mają upusty czy wręcz bezpłatne przejazdy komunikacją miejską, którą trzeba utrzymywać nie tylko z biletów, ale i dotacji z budżetu miasta - kto zatem zapłaci za transport zbiorowy?
  • gigantyczny deficyt roweru miejskiego w stosunku do liczby przejazdów.
O wielu mitach dotyczących roweru, jako elementu transportu zrównoważonego można poczytać: zlomnik.pl a mity rowerowe. Również agresywna, manifestacyjna propaganda rowerowa ma swoją przeciwwagę: Stop masie krytycznej. Niestety dyskurs w tej sprawie bardziej przypomina wyzywanie się od "rowerowych terrorystów" "pedalarzy" versus "blachosmrodziarzy" i "tłustych tyłków", cytując te mniej dosadne epitety obu stron. 

Mnie interesuje tym razem... kasa 
Próbowałem przez kilka tygodni dowiedzieć się na stronie facebookowej Bike_S, jak duży jest deficyt, jak wyglądają koszty, etc. Niestety moje pytania spotkały się z całkowitą ignorancją ze strony moderatora oraz agresją słowną niektórych użytkowników rowerów, którym wydawało się, że poznanie faktów oznacza atak na Świętość, jaką wyznają. Smutne to.

Korzystając z prawa do dostępu do informacji publicznej, jakie ma każdy obywatel w stosunku do instytucji obracającej choćby jedną złotówką publiczną, napisałem maila. Pozwolę sobie nie cytować jego treści a od razu przejść do odpowiedzi.

Oczekiwanie zajęło więcej, niż 14 dni, a otrzymana odpowiedź nt. kosztów utrzymania roweru miejskiego w Szczecinie wymaga kilku słów komentarza:

a) Koszty utrzymania roweru przez 101 dni (21.08-30.11) wynoszą:
  • 47 886,86 + 3900 - koszt napraw rowerów i stacji (części i pracy serwisanta poza gwarancją),
  • 60 677,43 - koszt przewożenia przez samochód dostawczy rowerów między stacjami,
  • brak danych - koszt magazynowania (w tym przybliżonej powierzchni magazynu), prawdopodobnie za 1000 metrowy magazyn można dostać około 8000 zł/mc, czyli przy najmie średnio 10 miesięcznym ostrożnie zarobić około 80 000 zł - nie wliczony koszt utraconych korzyści,
  • 56 925,00 + 18 209,65 + 10 071,18 - koszt oprogramowania informującego o dostępności (call center; SMSAPI; PayPal, PayU),
  • 157 302,00 - koszt pracowników biurowych oddelegowanych do obsługi systemu,
  • 61 577,00 - wszelkich innych kosztów związanych z utrzymaniem rowerów miejskich.
Wynik, jaki ja uzyskałem, to 416 549,12 + potencjalne 80 000 zł za dzierżawę magazynu. Deficyt wykazany przez NiOL to  418 606,28 zł. Nie wiem skąd 2 tys. różnicy, choć to drugorzędna kwestia, nie mam też pewności, że deficyt wg NiOL wyniósł tyle z pominięciem wpływów, czy wpływy zostały zaliczone.
b) Przychody z udostępniania rowerów w rozbiciu na poszczególne miesiące:
W tym punkcie otrzymałem tylko zestawienie liczby wypożyczeń roweru miejskiego w 2014 roku. Nie potrafię więc dokładnie określić wpływów z wypożyczeń, ale zakładam, że przy stawce 1 zł/h i 3 zł/120 minut dla 21933 wypożyczeń prawdopodobnie rower nie przyniósł więcej niż 50 000 zł wpływów. Przyznaję - nie chce mi się już tego sprawdzać. Każdy może zadać samemu pytanie NiOL mailem, może w końcu zdecydują się te dane po prostu publikować w Biuletynie Informacji Publicznej, jak przystało na spółkę miejską realizującą jawną politykę zadeklarowaną przez prezydenta miasta.
c) Przychody z tytułu reklam na rowerach i innych, jeśli takie przychody rower generuje:
Wszystkie wpływy z reklam na rowerach miejskich należą do prywatnej firmy spoza Szczecina - BikeU Sp. z o.o., Ul. Emilii Plater 53, 00-113 Warszawa. Miasto nie ma więc możliwości ograniczenia kosztów przez aktywną reklamę na rowerach...
d) Przybliżony ogólny deficyt (lub zysk) z eksploatacji w ww. okresie roweru miejskiego:
Jak już pisałem, wg przekazanych danych, deficyt wykazany przez NiOL to  418 606,28 zł. Oznacza to, że każdy użytkownik, który korzystał z roweru miejskiego płacąc (ok. 22 tys. osób) powinien wnieść dodatkowo po 19 zł opłaty za jazdę, lub każdy z jeżdżących powinien zapłacić ca. 2,3 zł, niezależnie czy uiścił jakąś opłatę czy nie (184 tys. użytkowników).
e) Trzy daty (trzy różne dni kalendarzowych), w których miało miejsce najwięcej wypożyczeń roweru:
Okazuje się, że najczęściej jeżdżą rowerzyści w środku tygodnia: 4.09, 28.08, 3.09. Na pierwszy rzut oka widać, że pogoda mocno wpływa na liczbę wypożyczeń (do 50% mniej). Ponadto w weekendy wypożyczeń jest też znacząco mniej w wartościach bezwzględnych. Potrzeba tu bardziej wnikliwej analizy. Otrzymałem bardziej szczegółowe dane niż wnioskowałem.
f) Liczba wypożyczeń roweru podziałem na: ogólną liczbę wypięć ze stojaka roweru; wypięć, które nie zakończyły się błędem a skutkowały faktycznym wypożyczeniem; ogólną liczbę wypożyczeń, które przyniosły dochód:
W odpowiedzi otrzymałem 3 liczby zamiast dwóch: 184 120 wypięć, tyleż samo skutkujących wypożyczeniem oraz 21 933 wypożyczenia za które zapłacono (powyżej 20 minut). Dane z odpowiedzi nie są spójne z liczbą z pliku Excela, gdzie podano 206 063 wypożyczenia. Znów pozwolę sobie nie być nadmiernie dociekliwy ;-)
g) Informacja, czy NiOL dysponuje porozumieniem z ZUK zezwalającym na wjazd samochodu dostawczego w aleję platanową na Jasnych Błoniach (chronioną konserwatorsko oraz jako użytek ekologiczny):
Okazuje się, że wożeniem rowerów zajmuje się firma Jump In, a spółki miejskiej NiOL nie interesuje, czy posiada ona odpowiednie zezwolenia na wjazd na chroniony przez Zakład Usług Komunalnych (ZUK) teren. Musiałbym teraz napisać do ZUK, żeby dowiedzieć się, czy Jump In wystąpił i uzyskał zgodę na wjazd między platany a być może do ZDiTM, czy pozwala się wjeżdżać dostawczakowi na chodniki), o czym pisałem szerzej we wpisie: Szczeciński rower miejski powodem dewastacji chodników. Można się tylko zastanowić, czy urzędnik ma prawo przerzucać odpowiedzialność na podwykonawcę i nie zadbać o chyba najcenniejszy ze skarbów przyrodniczych Szczecina... 
h) Informacja, czy pracownicy NiOL (lub podwykonawca) mają prawo i obowiązek wjeżdżać w trakcie rozwożenia i zwożenia rowerów po stacjach w mieście na chodniki, przejeżdżać wzdłuż przejść dla pieszy, zatrzymywać się na rondach lub przed przejściami - jeśli tak, to na jakiej podstawie i czy wykonując te prace stosują się do przepisów Prawa o ruchu drogowym:
W świetle powyższego pytanie okazało się bezzasadne, NiOL nie trudzi się pracą "w terenie". Najpierw prezydent scedował problem na spółkę miejską a następnie ona wybrała wykonawcę, który to robi ;-) Projektu ustawienia stacji pewnie też nie robił NiOL, analiz i raportów w BIP NiOL też nie ma. Czym zajmują się zatem pracownicy spółki będącej własnością podatników? Wychodzi, że także odpowiadaniem na moje maile ;-)

Przydługa puenta
Wydano 2,69 mln zł na stworzenie 34 stacji i zakup 348 rowerów. Jeśli liczyć po 40 000 zł za każdą stację, to każdy z rowerów kosztował po 3,8 tys. zł. Ich jakość nie zachwyca, mimo dużego szacunku mieszkańców okazały się niewyregulowane i wymagały pozagwarancyjnych napraw za ca. 50 tys. zł. Dodatkowo trzeba było ponieść koszty oprogramowania i jego utrzymania.

Właśnie utrzymanie jest poważnym zgrzytem - rower pochłonął w ciągu półrocza eksploatacji ponad 416-418 tys. zł, czyli miesięcznie ok. 350 złotych za każdy rower. Każdy przejazd to min. 2 zł, które trzeba dopłacić z budżetu miasta. W 2015 roku sama eksploatacja pochłonie dodatkowo ok. 1 mln zł a relacja wpływów do kosztów eksploatacji pokazuje, że przy obecnych stawkach nie można liczyć na zwrot kosztów bieżących. Jeśli dodatkowo uwzględni się koszty inwestycji, to mamy przeszło 3 mln zł po pół roku, a na koniec 2015 roku, tj. po 1,5 roku już 4 mln zł.

Przypomnieć należy, że wygrany w "budżecie obywatelskim" projekt roweru miejskiego miał podatników kosztować... 575 000 zł a głosowało na niego 2728 osób.

Czy te miliony, to dużo dla miasta? Wystarczy sprzedać kilka szkół, np. jedną co trzy lata i akurat wystarczy na pokrycie nie tylko obecnych kosztów, ale też przyszłych wizjonerskich pomysłów rozbudowy systemu i zwiększenia dotacji zarówno na pokrycie deficytu rowerowego co wtórnie generowanego deficytu komunikacji miejskiej.

A może rower jest konkurencyjny wobec komunikacji miejskiej? Otóż również ona jest dotowana z budżetu miasta. W 2011 roku skorzystano z autobusów i tramwajów 127,9 mln razy, tj. dziennie dokonywano 350 000 przewozów - niemal 2x więcej niż rower miejski przez 101 dni. Dotacja do komunikacji miejskiej wyniosła w 2012 roku 86,33 mln przy przychodach rzędu 94,78 mln zł. Oznacza to, że do każdego przejazdu w przybliżeniu miasto dopłaca około 67 groszy (w tym wożąc osoby starsze, zwolnione z opłat i nie mogące korzystać z roweru). W porównaniu z deficytem wynoszącym po 2 zł za przejazd rowerem wydaje się bezkonkurencyjna. Może czas urealnić ceny wypożyczeń roweru?


AKTUALIZACJA: Na portalu TransportPubliczny.pl (facebook) ukazała się ciekawa mapa. Zastrzegam jednak, że nie można porównywać miast bez zrozumienia, że Szczecin jest jednym z najmniej zaludnionych i najbardziej rozległych, co powoduje, że czasy przejazdu są relatywnie długie a komunikacja zbiorowa relatywnie droga i nieefektywna. To ostatnie tyczy się też roweru jako środka dojazdu do pracy.


AKTUALIZACJA 2:
W linku odpowiedź na ciekawe pytania o koszty utrzymania roweru miejskiego oraz liczbę przejazdów rowerem w Szczecinie. Pytania zadał ktoś inny, ale ciekawostką jest, że każdy przejazd rowerem miejskim kosztuje podatnika w przybliżeniu 3 zł, bez uwzględnienia kosztów samej inwestycji w budowę roweru miejskiego.

AKTUALIZACJA 2: Spada sprzedaż biletów komunikacji miejskiej - zaledwie 86 mln wpływów.


Jednak powody, jakie podaje ZDiTM nie są do końca tymi, które rzeczywiście powodują spadek wpływów.

niedziela, 12 października 2014

Ruskie rozgildziajstwo, cz. 2, czyli remont al. Piastów powodem dziur w chodniku

Kończy się likwidacja trzech pasów ruchu w al. Piastów w Szczecinie. Dwa z nich pozostaną zwężone, a trzeci pas zamieniono w pas ruchu dla rowerów i miejsca parkingowe. Czy takie rozwiązanie sprawdzi się - poważnie wątpię. Odcinek al. Piastów między Pl. Szarych Szeregów i Placem Kościuszki należy do ulic najbardziej obciążonych ruchem w całym Śródmieściu.Wyznaczenie pasa rowerowego wzdłuż parkujących i jadących samochodów w żadnym wypadku nie może być uznane za rozwiązanie bezpieczne i komfortowe zarazem. Kuriozalny kształt przybiera zaś przed skrzyżowaniami niwecząc de facto sens wytyczenia pasa i powodując, że skręcające samochody będą musiały ten manewr wykonać przecinając pas poruszających się na wprost rowerów.Warto zaznaczyć, że zmiany w al. Piastów nie były nawet w części konsultowane, jak zmiany organizacji ruchu ul. Jagiellońskiej.

Niedawno opisałem, jak dostawczak rozwożący rowery miejskie rozjeżdża chodniki. Przypadkiem natknąłem się na Panów kończących prace, które podobno zgłoszono do odbioru w poniedziałek 7. października. Otóż w sobotę rano demontowali przed szkołą żółte (a może przemalowane na szaro) barierki chroniące dzieci przed wbiegnięciem pod samochód. W tym miejscu mają powstać bodajże miejsca parkingowe - zapewne ktoś uznał, że takie barierki są niepotrzebne. O efektach prac najlepiej opowiedzą zdjęcia.

Było tak:
Al. Piastów, Google maps.

Panowie odjeżdżają po zakończonych pracach:




A to efekt ich pracy, czyli chodnik po demontażu barierek: 

Parasolka bez większego wysiłku znalazła miejsce w ułożonej "na błoto" kostce brukowej.


W kolejnej dziurze pojawiło się nieco piasku - może to skutek bliskości szkoły?


Kilka metrów dalej dowód na to, że rowerzyści wolą jednak jeździć po chodniku, niż po wymalowanym specjalnie dla nich pasie rowerowym. Jednocześnie widać, że Panowie mieli nieco zaprawy i postanowili ją "ciepnąć" w dziurę mistrzowską ręką:

Najwyraźniej Panowie postanowili utrzymać "standard" rodem z głębokiego PRL-u nawiązując do historycznego partactwa w łataniu. Wspomnę mimochodem, że partaczem w średniowieczu określano osobę niezrzeszoną w cechu.

Każdy ma takie odciski gwiazd, na jakie sobie zasłużył. Szkoda tylko tej skromnej przyrody ;-)



poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Szczeciński rower miejski powodem dewastacji chodników

Tytuł to zamierzona kpina - humorystyczna odpowiedź na pełne patosu poglądy mniejszości społecznej twierdzącej, że rower to rzecz ekologiczna, zdrowa a jednocześnie panaceum na wszelkie bolączki komunikacyjne w mieście, począwszy od -23 stopni w zimie po +45 stopni w lecie. Nie neguję pomysłu roweru miejskiego, który wygrał w zeszłorocznym "budżecie obywatelskim" i miał kosztować ok. 500 tys. zł, a że okazał się za tę kwotę absurdem, to wydano na niego ca. 2,5 mln (tyle ile podobno zaoszczędzono na szczecińskich szkołach przez bodaj 3 lata). Moje uczucia do tego projektu są ambiwalentne - ogólnie uważam, że projekt jest robiony od "złej strony", "od końca" a faktycznie w mieście należałoby się zająć innymi, poważniejszymi kwestiami.

Boję się też tego, że plamą na wizerunku może stać się jakiś rozjechany rowerzysta na licznych, absurdalnie oznakowanych miejscach spotkań rowerów i samochodów (choćby pod Urzędem Miejskim). Prognozuję też, że pojawienie się roweru będzie w przyszłości pretekstem do zwężania, zamykania, ograniczania ruchu samochodów w mieście - nie, nie, nie promocji jazdy rowerowej, np. między kąpieliskiem Arkonka a Jasnymi Błoniami, czy dojeżdżaniem przez studentów na zajęcie do kampusów przy ul. Cukrowej, Żołnierskiej, 26 Kwietnia (nie samą Kaskadą i Galaxy człowiek żyje).

A poniżej zdjęcia, które pokazują, jak kierowca samochodu dostawczego, w środku nocy parkuje na chodniku, żeby ułatwić sobie pracę utrudnioną przez projektanta, Bike_S i NiOL. Kierowca ładuje rowery z pełnej stacji pod Urzędem Miejskim i wiezie je do jakiejś innej, mniej pełnej. Stacja stoi na wyremontowanym pół roku temu, prawdopodobnie przez ZDiTM, chodniku. Prawo o ruchu drogowym oczywiście zabrania wjeżdżania przez samochody dostawcze na chodnik. Kierowca, który dba nocą o poranną wygodę użytkowników, i któremu podatnicy szczecińscy płacą pensję, musiałby zaparkować ładnych kilka metrów dalej, gdyż na ul. Felczaka, pod Urzędem Miejskim obowiązuje zakaz zatrzymywania i postoju. Musiałby rowery przetoczyć po przejściu dla pieszych kilkanaście metrów jednocześnie pilnując, by nikt mu nie ukradł roweru z samochodu. Sporo dodatkowej pracy, której nikt nie uwzględnił (?)



Ciekawe, czy ten sam "partyzancki" sposób załadunku i rozładunku przewidziano dla rowerów na Jasnych Błoniach? Tam też jest stacja rowerowa. Na Jasne Błonia jest zakaz wjazdu, którego jednak nie przestrzega się nadmiernie gorliwie, choć są one chronione jako zabytek i użytek ekologiczny.

To zresztą taki "szczeciński standard", we wpisie sprzed kilku miesięcy można zobaczyć, jak chodnik rozjeżdżał miejski wykonawca, który wieszał oświetlenie świąteczne na lampach.

Szkoda, że za ten brak planowania, brak myślenia, w jaki sposób rowery będą efektywnie, tanio i poprawnie obsługiwane zapłacą podatnicy kolejnym remontem chodnika. Ergonomicznie ukształtowane gniazdo (punkt pracy, obsługi) powinno zapewniać zarówno łatwość użytkowania, co łatwość obsługi jego samego. W tym przypadku powinno być to miejsce wygodne zarówno dla rowerzystów co dostępne dla obsługi technicznej (choćby za pomocą tabliczki ulokowanej pod znakiem zakazu postoju i zatrzymania, że "nie dotyczy godzin 22-6 lub służb NiOL).

Smaczku dodaje fakt, że stojak ustawiono po przeciwnej stronie skrzyżowania a rowerzysta dotrzeć tam może legalnie wyłącznie przeprowadzając rower przez dwie ulice, po pasach, jeśli wcześniej poruszał się drogą dla rowerów. Ustawienie go pod drugim skrzydłem UM wydaje mi się logiczniejsze, a wyznaczenie dojazdów ulicą możliwe (i zgodne z Prawem o ruchu drogowym). Choć może konieczność przejścia po dwóch przejściach dla pieszych nie będzie kusić jazdą w poprzek skrzyżowania? Ups. Zaraz cały plac przebudują na drogę dla rowerów ;-)


sobota, 2 listopada 2013

Jasne Błonia: platan napadł na cyklistę

Wieść gminna niesie, że jakiś rowerzysta lub rowerzystka postanowił wpaść na gałąź zwisającą nad drogą pieszo-rowerową przebiegającą przez całe Jasne Błonia. Gałąź należy do platana, który jest częścią prawem chronionego Pomnika Przyrody, jest też wpisana do rejestru zabytków i należy dodatkowo do zespołu przyrodniczo-krajobrazowego. Teraz dodatkowo zyskała barwy ochronne rodem z BHP...
...i nurtuje mnie tylko jedno pytanie: czy barwy mają chronić zabytek przed uszkodzeniem, czy rowerzystów przed urazem? Nie mogę rozwikłać tej zagadki ;-)



Pozostaje do rozwiązania druga kwestia: jak uchronić ludzi przed niebezpiecznym drzewem? Widzę cztery opcje:
  • pozostawić taśmę, korzyścią będzie dodatkowe przystrojenie w okresie świątecznym ;-) 
  • przyciąć zabytek piłą, ale konar wygląda nieco za zdrowo...
  • wyłączyć teren pod konarem z użytkowania, np. tworząc w tym miejscu kilkumetrowy trawniczek
  • ustawić znaki w kolorach "pływających ogródków" - nie dość, że nie będzie ich widać, to wątpię, czy takie tabliczki można sobie stawiać na drodze pieszo-rowerowej.
A może szydzący anonimowo użytkownicy www.skyscrapercity.com znajdą jakieś genialne rozwiązanie? A może zostanę zadziwiony przez urzędników? Czekam z niecierpliwością :-)

Jest jeszcze trzecia kwestia: to nie jedyny konar, który nie przestrzega geometrycznej poprawności ścieżek na Jasnych Błoniach - drugi, sprawiający ogromną frajdę bujającym się dzieciom - jest od strony przystanku przy ul. Piotra Skargi... i trwa w gotowości bojowej.



poniedziałek, 30 września 2013

Kto jest twoim bohaterem i dlaczego towarzysz Stalin? Znów o wizji zwężania dróg...

Przeczytałem trzy artykuły w Gazecie Wyborczej. Dwa mnie wkurzyły, trzeci odrobinę uratował sytuację... Autorem jest redaktor szczecińskiego dodatku do Gazety Wyborczej Andrzej Kraśnicki jr (akr), który systematycznie, na łamach wkładki regionalnej, promuje koncepcje "zwężania, uspakajania, wyciszania, przerabiania na deptak" szczecińskich ulic. Ilość opisywanych pomysłów jest odwrotnie proporcjonalna do ilości nowego asfaltu na ulicach, ale "studyjne" projekty i "wizje" kosztują. Niemal wszystkie artykuły redaktora poświęcone ruchowi drogowemu a publikowane w Gazecie łączą następujące cechy:
  • wątpliwe źródło pierwotnego "pomysłu",
  • realizację pomysłu niemal zawsze kosztem maksymalnego ograniczania ruchu drogowego, co jest uzasadniane "koncepcją zrównoważonego rozwoju", ale w wymiarze idei "zabrać kierowcom, dla ich dobra, możliwość korzystania z samochodu", czyli ja redaktor wiem lepiej...
  • naiwne uzasadnienie odwołujące się do obserwacji wykonywanych w kompletnie niereprezentatywnych porach (np. budzące śmiech politowania "pomiary" na ul. Energetyków) bądź w zadziwiająco dobranych przez redaktora miejscach (np. z pominięciem kluczowych skrzyżowań na ul. Mickiewicza).
  • kompletne pomijanie przez redaktora poglądów odmiennych od pasujących do jedynie słusznej ideologii artykułu i jego propagandowej treści.

Pierwszy z artykułów (acz nieostatni w tej fatalnej konwencji) to artykuł promujący odbudowę szczecińskich tramwajów.
Redaktor Kraśnicki, skądinąd zaangażowany w opisywanie historii miasta ani słowem w swoim tekście nie zająknął się o fakcie, że Szczecin należący do III Rzeszy był zupełnie innym tworem, niż ten odbudowany w słusznie minionym PRL-u, nie wspominając o realiach społeczno-gospodarczych jego obecnej, 80 lat starszej wersji. Ubolewa nad niedostatkami komunikacji po 4 pokoleniach i uważa, że długość linii tramwajowej jest to aktualnym wskaźnikiem rozwoju. Proste porównanie długości torowiska w 1940 roku (50 km, link) ze stanem obecnym: 111 km (link) ujawnia, że sama treść artykułu poprowadzona jest w sposób demagogiczny, z wygodnym przemilczeniem niewygodnych faktów. Warto przy tym zaznaczyć, że ludność miasta w 1945 roku była zaledwie o ok. 25 tys. osób niższa, niż obecnie, a miasto było nieporównanie gęściej zaludnione, co z kolei powodowało, że obecne koszty dwukrotnie bogatszej infrastruktury musi ponosić niemal ta sama liczba mieszkańców.
W czasach, gdy Niemcy budowali linie tramwajowe, prywatne środki transportu były luksusem, były rzadkie a sam fakt możliwości przejechania na twardych, drewnianych ławkach to było coś wspaniałego w porównaniu z przechadzką lub dorożką. Obecnie miasto ma niższą gęstość zaludnienia, ma radykalnie większą powierzchnię. Mieszkańcy w większym zakresie przemieszczają się, żyją szybciej. Docierają z własnych a nie jak ówcześnie głównie wynajmowanych koło miejsca pracy mieszkań, podróżują do pracy, także z przedmieść, każdego dnia.
Tramwaje nie są również idealnym rozwiązaniem Były modne, bo nie było dobrych i efektywnych autobusów. Obecnie tramwaje mają znikome przewagi nad autobusem. W razie awarii blokowana jest cała linia a objazdy są często niemożliwe. Również żywotność, choć większa niż autobusów, wiąże się ze znacznymi nakładami na infrastrukturę. Obecnie nie ma żadnego problemu, żeby autobus jeździł na prąd. Poza tym emisja z nowoczesnych silników w porównaniu z tą sprzed kilku lat to problem zupełnie innej skali.
Nie trzeba byłoby budować "zintegrowanych" przystanków na środku jezdni, można byłoby odzyskać całe ciągi dla pieszych środkiem alei i jeszcze wyznakować na nich ścieżki rowerowe... albo pomyśleć o jeszcze ciekawszym zagospodarowaniu.

Drugi artykuł to po prostu poezja demagogii. Redaktor Kraśnicki ni to informuje, ni to organizuje kampanię promocyjną: Zwęzić ulicę Mickiewicza! Powstaje taki plan... zakończoną odezwą wzywającą wszystkich, którym się ten pomysł nie spodoba do wycieczki na tę ulicę. Nie wiem, czy ten tekst jest świadomą prowokacją, nieświadomą prowokacją, czy ukłonem w kierunku radnego Marka Duklanowskiego... czy po prostu chodzi o pieniądze.
Otóż tak się składa, że tym razem nie muszę oglądać dobranych w sposób zmanipulowany obrazkowych argumentów redaktora Kraśnickiego, bo ulicę tę pokonuję od kilku lat średnio po 2 razy dziennie o różnych porach, na całej jej długości.
Na początek przypomnę może, dlaczego zwężono odcinek od Mostu Akademickiego do Bohaterów Warszawy - stało się tak, ponieważ miasto, projektanci i wykonawcy położyli szyny zbyt wysoko w stosunku do jezdni i po kilkunastu niebezpiecznych wypadkach, gdy samochody wpadały w poślizg i się rozbijały - zamiast obniżać nowozałożone szyny postanowiono czasowo wyłączyć część jednej jezdni z ruchu. Po starciu szyn miał tam zostać przywrócony ruch samochodów. Pan redaktor może te informacje sprawdzić w archiwum swojej własnej Gazety.
Ten odcinek jest zdecydowanie spowolniony, Gazeta pisała kiedyś o korkach na tym odcinku przy okazji dowożenia dzieci do szkoły, która swego czasu mieściła się przy WSIE. Sytuacja od tego czasu niewiele się zmieniła. Każdy, kto tamtędy jeździ, wie jak trudno się włączyć w Mickiewicza w godzinach szczytu i jak ciąg samochodów wjeżdzający z Boh. Warszawy i Tarczyńskiego sunie wolno aż do siedziby Prawa i Sprawiedliwości tuż za Mostem Akademickim (na wysokości Wydziału Nauk Ekonomicznych i Zarządzania).
Dwa wąskie pasy stanowią jedyny powód, dla którego jeszcze nie blokuje się ta ulica. Skalę problemu widać na skrzyżowaniu z Traugutta, przy Ryneczku Pogodno, nie wspominając o skrzyżowaniu z Wernyhory na którym co tydzień dochodzi do stłuczki, mimo trzeciej już "tymczasowej" organizacji ruchu. Zresztą dziura na poboczu torowiska wyjeżdzona przez samochody także nie może się doczekać ani koncepcji zasypania tłuczniem, ani nawet wyłożenia betonowymi płytami, widać energia jest potrzebna na inne "wizje".
Jeśli jednak powodem "spowolnienia" miałby być hałas, to znakomicie głośniejsze od ruchu drogowego są, tak lubiane przez redaktora Kraśnickiego... tramwaje, szczególnie na odcinku od Mostu Akademickiego do ul. Żołnierskiej.

Podsumowując "pomysły" lansowane przez redaktora Kraśnickiego polecam taką myśl:
W jednym z opowiadań Stanisława Zielińskiego władze Warszawy postanowiły zastąpić mosty na Wiśle tunelami biegnącymi pod dnem rzeki. Realizację tego planu rozpoczęły od zburzenia wszystkich mostów (hartman.blog.polityka.pl)
Na koniec obiecałem jednak trzeci tekst, który wg mnie daje nadzieję, że redaktor Kraśnicki czasem wychodzi poza schemat głoszonej rowerow-szynowej ideologii a przynajmniej tę ideologię potrafi użyć w słusznym celu. To tekst poświęcony wielokrotnie krytykowanym chodnikom wykonanym z płyt granitowych i przetykanym kostką brukową. Podjąłem tę kwestię w 10 punkcie swojego pierwszego wpisu na tym blogu - i tu zgadzam się z redaktorem Kraśnickim, co do jednego słowa.

Podyskutuj lub skomentuj - chatroom


Try Relay: the free SMS and picture text app for iPhone.